„Co dla jednego jest pożywieniem dla drugiego jest trucizną”.
(Lukrecjusz – ok. 70 l.p.n.e.)

Żywność

Kiedy chorują i odchodzą od nas najbliźsi, kiedy widzimy chore i umierające  dzieci, wówczas to najczęściej pytamy: dlaczego? Co mamy robić, zastanawiamy się, aby uniknąć przedwczesnej śmierci ?  Czy jest jeszcze coś, czego nie wiemy? Czy zioła i suplementy, organiczna żywność i postęp medyczny, miałyby być psu na budę? Gdzie leży problem epidemii chorób przewlekłych? Jak je powstrzymać, skoro na konwencjonalne metody leczenia nie można liczyć?

***

Tak naprawdę, niewielu z nas zdaje sobie sprawę, jak ogromnie skutecznym lekiem może być żywność. Zagubieni w ilości porad – tego nie wolno, to powinniśmy a tego nie, nie jesteśmy już pewni, komu zaufać ? Słuchamy ekspertów, sprawdzamy ich opcje.... „Która z nich jest ta moja ?” – pytamy.

Okazuje się, że „ta moja” jest najczęściej nie moja! No bo jakże inaczej? Jeśli amerykańska Narodowa Akademia Nauk twierdzi, że żywność może obniżyć zachorowalność na choroby nowotworowe aż o 60 % , a były lekarz amerykańskich prezydentów, dr.Ch. Simone wie, że dieta i zmiana trybu życia to w 80% skuteczna samoobrona przed inwazją chorób przewlekłych, to coś chyba nie tak z tą wiedzą,  dietetycznych „ekspertów”.

Bazując tym razem na wiedzy i doświadczeniach tych bez cudzysłowia, okazuje się, że żywność może być nie tylko źródłem zdrowia i życia, ale też przyczyną naszych chorób i przedwczesnej śmierci. Nic niby nowego , a jednak. Może być jednym i drugim, albowiem problem leży w tym, że żywność (czasami się nam uda...) nie spożywamy zgodnie z naszym metabolicznym zapisem. I nie ma tu żadnego znaczenia, czy spożywamy ją organiczną czy nie, choć wiadomo, że w tej organicznej zawartość składników odżywczych jest kilkakrotnie wyższa i nie ma w niej pestycydów. I kiedy tak właśnie postępujemy, tj. odżywiamy się na przekór naszej metabolicznej predyspozycji, to zawarte w żywności i podtrzymujące życie substancje, albo się nie przyswoją albo zabiorą nam te uciułane.  Gorzej, jeśli tych uciułanych nie mamy na stanie, bo i tak w ok. 90 % się zdarza, co koreluje, skądinąd, z liczbą ludzi mniej lub poważniej chorych. Wówczas to możemy oczekiwać tylko jednego: immunologicznej słabości. Z taką, prędzej czy później, zwiększa się szansa wystąpienia każdej ze znanych nam chorób ciężkich. Alergie, astma, egzemy, niedoczynność tarczycy, nadciśnienie, osteopenia, podatność na bakteryjno - wirusowe infekcje i stres, „trwała” nadwaga, opryszczka na ustach, inwazja drożdżaków, bezsenność, są ich początkową oznaką.

O tym że tego typu reakcje w organizmie może wywołać żywność,  nie wiedzą zazwyczaj ani leczący konwencjonalnie lekarze ani dietetyczni „eksperci”. Tego również zazwyczaj nie wiemy my, co nie oznacza, że nic nie możemy dla siebie zrobić. Okazuje się bowiem, że to waśnie my, do tego w domowym zaciszu, możemy uczynić z żywności najlepszy lek z leków. Nieporównywalnie lepszy od innych. Lepszy, albwiem te inne (mam tu na myśli farmaceutyki) nie są w stanie i nigdy nie były, wyprodukować zdrowia. One kontrolują wyłącznie chorobowe symptomy. Zdrowie natomiast mogą wyprodukować składniki zawarte w niezmanipulowanej „na śmierć” żywności. Żywności organicznej i spożywanej zgodnie z naszym metabolicznym zapisem.

Metabolizm - cecha która nas wyróżnia i decyduje w ostateczności o tym, czy żyjemy w chorobie czy zdrowiu. W związku z tym, nie oszukujmy się dłużej i nie dajmy się oszukiwać: to nie „ekspert” od spraw żywienia decyduje, co nasz organizm musi otrzymać oraz przyswoić, aby mógł żyć w zdrowiu zgodnie z planem Natury. To nie „ekspert” a nasz organizm przeciwstawia się zewnętrznym przyczynom  chorób przewlekłych. On wie przeto najlepiej, co jest mu niezbędne aby mógł przeżyć.

Nasza w tym rola? Nie przeszkadzać a pomóc. Pod warunkiem, że mądrze.

METABOLICZNIE.

Zmieniony (piątek, 07 maja 2010 13:58)