PROGRAM PRAWIDŁOWEGO ŻYWIENIA - Jerzy Maslanky | www.maslanky.org
CZĘŚĆ III – Dieta a Metabolizm
Dieta metaboliczna
Czym jest i na czym polega prawidłowe odżywianie, wiedzą praktycznie wszyscy. Niestety są to z reguły ci, którym tylko wydaje się, że coś na temat prawidłowego żywienia wiedzą, Wśród nich są również i dietetycy, którzy przekonują siebie i innych, że aby zachować zdrowie, musimy się prawidłowo odżywiać. Tu nie ma raczej żadnych zastrzeżeń. Jakkolwiek, to co od lat proponują, nic nie ma wspólnego ani z prawidłowością ani ze zdrowiem. Tak uważam ja, tak twierdzą niełasi na korporacyjne umizgi producentów żywności, lekarze i naukowcy. Wspólny mianownik dla wszystkich? Nonsens, o skutkach dobrze znanych tylko nam i farmacji. Medyczna bzdura, która może być ewentualnie przydatna dla kilku ale nigdy dla wszystkich ! Nigdy, albowiem my ludzie, różnimy się od siebie i genetycznie, i biologicznie i fizjologicznie. W związku z tym, wykazujemy też inne predyspozycje metaboliczne: inaczej trawimy, inaczej też przyswajamy zawarte w żywności składniki odżywcze. Z tego właśnie min. powodu uważam, że prawidłowe odżywianie zamknięte w ramy ogólnych porad: „to jest wskazane, a to nie należy spożywać”, jest tylko pustym sloganem, powtarzanym od lat i rezultatach praktycznie zerowych. Czasami, oczywiście, „dietetykowi” może się udać, ale czasami to i ślepej kurze zdarza się ziarno....
Oczywiście, jak to w życiu bywa, nośne slogany wykorzystywane są (za przyzwoleniem) w jakimś konkretnym celu. Nie zawsze etycznym, za to korzystnym w innym wymiarze. Chociażby finansowym na przykład. Przemysł rolno – spożywczy nie stanowi tutaj wyyjątku. Producenci soi i jej produktów, producenci pasteryzowanego mleka, cukru i roślinnych oleji, „naturalnych” soków i wody, hodowcy „zdrowych” ryb i drobiu, wszyscy ustawiają się zgodnie w kolejce po hasło „prawidłowego żywienia”. Ci od GMO (genetycznie modyfikowanej żywności), margaryny i białej mąki, też nie odstają, próbując odżywiać nas i prawidłowo i zgodnie z „nauką”. I tak, dla dobra człowieka, tłuszcze zwierzęce, jajka i mięso okrzyczane zostały trucizną. Tak jak i organiczna żywność, która dla „altruistów” spożywczych, niczym się niby nie różni od tej, którą od lat manipulują.
Żywność „nowej generacji”. Pytaniem bardziej właściwym jest: czy nowej generacji są również nasze komórki, tkanki, enzymy, serce, wątroba lub nerki....?
Subiektywizm, obłuda czy hipokryzja? Inaczej pytać nie wolno.
A my? Co na to my? My niestety, wciąż ufamy, bo za producentami żywności stoi przecież wiedza lokalnych „ekspertów” od spraw „prawidłowego żywienia”....
***
Koncepcja diety metabolicznej miała miejsce już kilka tysięcy lat temu w Indiach, Chinach oraz Egipcie. W późniejszym okresie dotarła również do Grecji i Rzymskiego Imperium. Jej szczególny rozwój, który przypadł na wiek XX, zapoczątkował dr. F. Pottenger, zaś nieco później, bo w latach czterdziestych ub. wieku, naukowe podwaliny dał dr. W.H. Sheldon, określając podstawowe typy metaboliczne. W kilka lat później, na prace dr. Sheldon`a zwrócił uwagę dr. R. Williams, biochemik, odkrywca kilku witamin z grupy B i autor medycznego pojęcia „biologicznej indywidualności”. On to w swoich pracach udokumentował, że każdy z nas, z uwagi na własną specyfikę genetycznego zapisu, myśląc w kategoriach optymalnego zdrowia i samopoczucia, musi wprowadzić do własnej diety określone i specyficzne tylko dla siebie składniki odżywcze, które w określonych również dla siebie ilościach, mogłyby spełnić wymogi wpisane w nasz DNA. Niesprostanie tego rodzaju genetycznym wymogom, zgodnie z tym co twierdzi dr. Williams, może w konsekwencji doprowadzić ( i najczęściej prowadzi) do zainicjowania rozwoju praktycznie każdej choroby przewlekłej.
Prof.dr. Williams: „Prawidłowe odżywianie jest dla ludzi żywych. Ludzie kryjący się za numerami statystyk, nie powinni stanowić obiektu medycznych zainteresowań. Ludzie są unikalni. Lekarze muszą leczyć ludzi żywych, mając zawsze w pamięci ich biologiczną indywidualność”.
Ważność wciąż przez medycynę współczesną ignorowanych biologicznej i metabolicznej indywidualności, podkreślił również prof.dr. Bruce Ames, biochemik i biolog molekularny na uniwesytecie California, dyrektor the National Institute of Environmental Health Science Center. Dr. Ames udowodnił, że ponad 1/3 wszystkich przypadków wyłączenia (mutacji) genów, można odwrócić do „ blisko normalnego lub nawet normalnego poziomu” , dostarczając organizmowi tzw. „cofactors”, czyli specyficznych witamin, minerałów, aminokwasów, itp. w większych od oficjalnie ustalonych ilościach.
Dr. Ames: „Myśląc w kategoriach poprawy zdrowia, jest wielce prawdopodobnym, że interwencje medyczne mikroelmentami dostarczą epoce genetyki ogromnych korzyści”. *
Dalszy rozwój prac nad dietą opartą o indywidualną zdolność metaboliczną, dietą która mogłaby dostarczyć organizmowi niezbędne mu do życia makro i mikro elementy w sposób efektywny i optymalny, dokonał dr. E. Rici, wprowadzając do medycyny takie pojęcia jak katabolizm i anabolizm, dokumentując odmienność i intensywność przebiegu obu u poszczególnych ludzi. Przy okazji należy tutaj podkreślić medyczną przydatność odkryć dr. Rici, które z powodzeniem wprowadził do własnej praktyki lekarskiej. Skuteczna profilaktyka i leczenie chorób przewlekłych, w tym chorób nowotworowych, przybrały wreszcie konkretną postać.
Ogrom naukowego wkładu na rzecz potrzeby wprowadzenia do medycyny diety opartej na bazie naszych osobistych predyspozycji metabolicznych, dostarczyli też naukowcy współcześni: dr. G. Schenker, dr. E. Abravanel , dr. D. Watts i wielu, wielu innych. To oni wykazali swoimi pracami, jak ważnym jest dla zachowania zdrowia, dostosowanie diety do własnych zdolności metabolicznych.
*Tragedią myśli medycznej jest cel, dla osiągnięcia którego, nastąpiła ostatnio, również w Polsce, indoktrynacja lekarzy i potencjalnych pacjentów (zwłaszcza kobiety), aby dokonywali genetycznych testów, mających określić, czy u osób badanych nie nastąpiła mutacja genów, kontrolujących przyrost komórek nowotworowych (np. w piersiach – BRCA-1 ; BRCA-2). Drugim etapem tej marketingowej nagonki jest tzw. „chemioprewencja”, a wraz z nią przepisywanie (w zmniejszonych dawkach), toksycznych leków chemioterapeutycznych, których działania i skutków ubocznych nie można, jak wiemy, do końca przewidzieć. Tak jak i nie można w żaden sposób przewidzieć skutków ubocznych stresu, jaki może mieć miejsce na wieść o mutacji któregoś z genów.
W związku z tym, warto przypomnieć zwolennikom „chemioprewencji”, że zmutowny gen wcale nie oznacza automatycznego wystąpienia choroby. W takim przypadku, zwiększa się jedynie możliwość, co wcale nie znaczy, że kiedykolwiek choroba wystąpi. Lekarze ekologiczni dla tego typu przypadków przewidują testy, mogące wskazać potencjalne powody mutacji danego genu. Prawidłowa dieta i suplementacja brakujących w organizmie składników odżywczych (makro i mikroelementów) oraz zmiana trybu życia na „tak zdrowo jak jest to tylko możliwe”, jest tu generalnie obowiązującą zasadą, która raz wprowadzona w życie, może w ostateczności doprowadzić do ponownego włączenia „zbuntowanego” genu.
Mimo to, ktoś mógłby zapytać, czy tego typu „chemioprofilaktyka” ma sens? Otóż z punktu widzenia medycyny konwencjonalnej, prawdopodobnie ma.... Warto jednak przypomnieć (bo nie o same testy tu jak widać chodzi), że małe dawki długofalowo przyjmowanych toksycznych substancji (niezależnie jakiej natury), potrafią dokonać dużo większych w organizmie zniszczeń od tych, podanych jednorazowo i w większej ilości. A do takich substancji toksycznych o małym niby stężeniu (relatywne z uwagi na nasz indywidualny próg ich tolerancji), należą również „profilaktyczne” leki rozcieńczonej chemioterapii. A zatem, jest wielce prawdopodobnym, że skutki tego typu działań „profilaktyktycznych” mogą być również nieprzewidywalne... .
(P. „Od lekarza do grabarza”)
Zmieniony (piątek, 07 maja 2010 13:59)
