Kwestię „profilaktyki” mammograficznej poruszył na konferencji  sponsorowanej min. przez  amerykański White House (Biały Dom) i American Cancer Society (Amerykańskie Stowarzyszenie Raka),  dr. Pietro M.Gillani.  W swoim referacie „Natural History of Breast Cancer” (Naturalna historia raka piersi), dr. Gillani zwrócił min. uwagę na skutki oraz przydatność tej diagnostycznej techniki, która wbrew zapewnieniom mistrzów od PR (public relations) , tak naprawdę nic nie zmienia na lepsze:

„ Po dokonaniu poprawki na wiek, współczynnik umieralności kobiet z powodu raka piersi nie uległ odczuwalnej poprawie od ponad 20 lat. Przeciętna długość życia nieleczonych kobiet wynosi trzy lata, gdzie  współczynnik przeżycia wynosi ok. 40 %  w roku trzecim i 18 – 20% w piątym. Jeśli czas wymagany do podwojenia się średnicy guza jest znany i nim odmierza się tempo wzrostu guza, na podstawie doświadczeń można przekalkulować, że dwie trzecie procesu raka piersi pozostaje wciąż niewykryte ani przez pacjentkę ani lekarza. Dużo wcześniej, tj. zanim dzisiejsze techniki diagnozowania wykryją guza piersi, miejsce mieć mogą przerzuty i najczęściej mają. Wczesne usunięcie głównej narośli jest niezbędne lecz nie wystarcza, aby można było zapobiec przerzutom”.

(www.intersciencewiley.com )

Artykuł jaki pokazał się w The Journal of American Association (2009) kwestionując skutki oraz korzyści z obecnych technik „wczesnego wykrycia” , wywołał w świecie onkologicznym Ameryki lawinę reakcji. Raport naukowców mógł przerazić niejedną kobietę, niejednego mężczyznę, niejednego lekarza. Otóż okazuje się ( o czym sygnalizowałem w książce już kilka lat temu), że i owszem, odnotowano 40 % wzrost diagnoz raka piersi  i nieomal podwojenie wykrycia jego wczesnych postaci, to jednak nastąpił 10% spadek diagnoz tych typów raka, które rozprzestrzeniają się poza piersi: do węzłów chłonnych oraz innych części ciała. Naukowcy dodali, że podobna analogia dotyczy raka prostaty. *

New York Times (2009):

„Nowa analiza dr. Laury Esserman, profesora chirurgii i radiologii Uniwersytetu Kalifornia w San Francisco, dyrektorki Carol Frank Breast Care Center oraz dr. Iana Thompsona, profesora i prezydenta departamentu urologii Uniwersytetu Teksas z departamentu zdrowia, San Antonio, wykazała, że diagnostyczne badania prostaty i piersi nie bardzo się różnią od siebie. Obie techniki natomiast wskazują na problem,  który zaprzecza temu, co przekazane zostało dotychczas  opinii publicznej na temat raka: obie techniki badawcze znajdują problemy, które nigdy nie powinny być znalezione, ponieważ nigdy nie rozprzestrzeniłyby się, albo zabiły, lub nawet zostały zauważone, gdyby pozostały nietknięte. Doprowadziło to do ogromnego wzrostu postawionych diagnoz raka, albowiem bez owych badań, niewinne postacie raka pozostałyby niewykryte. W tym samym czasie, oba diagnostyczne badania (mammograf , PSA), nie powodują większej zmiany w ilości wykrycia śmiertelnych postaci raka.”

„Nie było to priorytetem”, jak konkluduje dalej gazeta....

Tego typu doniesienia nie mogły pozostać bez echa wśród naukowców związanych z American Cancer Society, organizacji stworzonej min. w celu promocji technik stosowanych przez przemysł leczenia raka.

Dr. Otis Brawley, szef zespołu medycznego tejże organizacji, hematolog, miał również swoje pięć minut na łamach NY Times:

„ Sprawa jest taka, patrząc na medycynę raka przez ostatnie 35 czy 40 lat, że my zawsze robiliśmy wszystko, aby leczyć lub wykryć raka wcześnie. Jakkolwiek, nigdy nie zastanawialiśmy się czy faktycznie leczymy te rodzaje raka, które powinny być leczone” (...). My nie chcemy aby ludzie popadli w panikę, jednak przyznaję że medycyna amerykańska przesadziła z obietnicami, jeśli chodzi o diagnostykę. Wykazywane korzyści zostały przesadzone”.

Dr Brawley jest też onkologiem :

„ Nigdy nie dokonywałem testu PSA i nie mam takiego zamiaru”. (www.psa-rising.com)

Czy jest jeszcze coś, co można tu dodać?

* Mowa jest tu min. o nieszkodliwych i niegroźnych dla życia zmianach metabolicznych, określanych w medycynie jako „ductal carcinoma in situ”. Zgodnie z tym co mówią lekarze i naukowcy spoza układów, są to zmiany łatwe do wyleczenia. Zmiana diety i ewentualna ingerencja chirurga są w zupełności  wystarczające. Jednak lecząc ten rodzaj „raka” powoduje, że statystyki jego wyleczeń mają się dużo lepiej... .

Komentarz:

Druga opinia. Jest ona w medycynie szczególnie potrzebna. Jej ważność podkreśliłem w „grabarzu”, jej ważność podkreślam raz jeszcze.

Forsowanie technik „wczesnego wykrycia” pod pozorami prewencji, ma swoją wieloletnią tradycję. Jest to zamierzona próba przekonania lekarzy oraz pacjentów do leczenia tego, co w wielu przypadkach nie powinno się leczyć. Mało. Nie powinno się nawet dotykać ! Ile dziś kobiet mogłoby cieszyć się życiem gdyby nie fałszywa propaganda sukcesu ? Czy przyznanie się do błędów forsowanych przez lata w ramach medycznego postępu, przywróci im życie ? Zwróci dzieciom ich zmarłe przedwcześnie matki ? Odda odcięte piersi ? A co z ojcami, którzy odeszli z powodu „leczenia” raka prostaty ?  Gdzie się podziała w medycynie łagodność i znana od lat metoda „stałej obserwacji”  gruczołu ? (p. „ Od Lekarza do grabarza”)

Argument możliwości wczesnego wykrycia raka, na jaki  powołują się zwolennicy mammografii, PSA , kolonoskopii oraz każdej innej techniki diagnostycznej wykrywającej wizualne symptomy choroby,  z naukowego i społecznego punktu widzenia, jest nie do przyjęcia. Tak jak i nie przyjęcia jest forsowanie  onkologicznych technik leczenia, które od lat wywołują  wśród naukowców oraz lekarzy zagorzałe dyskusje. „Nieskuteczne” – są to opinie, które czyta się częściej, słyszy się głośniej.

Wczesne wykrycie? Wychodzi na to, że jest to późne wykrycie, które nie powinno już dłużej być używane ani w formie sloganu: „wychwycić raka zanim będzie za późno”, ani z premedytacją udawać prewencji. Jak długo przyjdzie nam na to czekać?  Miejmy nadzieję że zmiany nadejdą szybko, choć ludzka chciwość i ignorancja będą je z całą pewnością opóźniać. I pomyśleć, że to ludzie ludziom gotują ten los... .

Odwołując Czytelników strony do mojej książki, nie czynię tego, aby ją reklamować, a z potrzeby zrozumienia innych ważnych czynników, które decydują o rozwoju lub powstrzymaniu choroby nowotworowej, oraz motywów, które przyczyniły się do akceptacji medycznej agresji. Jest ich wiele i objąć je wszystkie krótkim komentarzem jest niemożliwe. Przepisać książkę? Oczywiście mija się z celem. W związku z tym, chciałbym ponownie prosić o zrozumienie. Strona wciąż się rozwija i wiele z czynników chorobotwórczych, wiele istotnych informacji, zwłaszcza z zakresu prawidłowego żywienia, jest w opracowaniu i ukażą się wkrótce.

 

Co robić aby zapobiec chorobom o których mowa?

Przede wszystkim należałoby zacząć od zrozumienia, na czym polega sam proces choroby nowotworowej w odniesieniu do czasu ? Jest go wiele i zarazem niewiele co oznaczałoby, że wymagane zmiany powinniśmy zacząć od dzisiaj. (p. „Ekomedycyna – Nie bójmy się raka i chorób serca”)

Otóż każda komórka nowotoworowa, podwaja się co 100 dni. Oznacza to, że musi upłynąć co najmniej sześć lat, aby z jednej takiej komórki utworzył się dalszy ich milion. W takiej ilości utworzą guz o średnicy mniej aniżeli 1 mm. Nie ma więc takiej dziś możliwości, aby jakakolwiek technika diagnozowania była w stanie zlokalizować guz utworzony z 1 miliona komórek. Potrzeba ich bilion i przeciętnie cztery kolejne lata, aby guz miał średnicę ok. 1 cm, tj. wielkość jaką może wychwycić mammograf lub wprawne palce kobiety albo lekarza, badającego tradycyjnie męski gruczoł prostaty. Na tym etapie, komórki nowotoworowe są już najczęściej we krwi, limfie lub innych organach i tkankach. W związku z tym, wczesne wykrycie należy uznać za relatywne, a tym samym, kłamliwe. Dwie trzecie choroby nowotworowej jest już przecież za nami!

Skuteczne zapobieganie chorobom przewlekłym nie można sprowadzać wyłącznie do suplementacji i diety, pomimo że są one istotną częścią programów zapobiegawczych lekarzy leczących przyczynowo. Inną i podobnie ważną czynnością, jest dokonanie badań, które mogłyby określić toksyczne obciążenie organizmu metalami ciężkimi, pestycydami czy chemikaliami, jakie odnaleźć można w pożywieniu, kosmetykach, kuchni, łazience, pracy  lub w pralni.

Usunięcie ich staje się koniecznością. Jak? I tu ponownie odsyłam do mojej książki, albowiem zbyt wiele aspektów detoksykacji organizmu trzeba by było poruszyć. Podane w książce sposoby możemy zacząć natychmiast.

 

Oto rekomendacje lekarzy leczących przyczynowo, które powinniśmy wprowadzić w ramy osobistej profilaktyki.

Witamina C – wspomagając produkcję kolagenu, powstrzymuje proliferację (rozmnażanie) nowotworowych komórek

Dawkowanie: min. 2000 mg/dzień. Najlepiej brać z cynkiem w celu lepszej absorbcji witaminy.

 

Selen – Zgodnie z informacją podaną w Cancer Research (2002) kobiety podatne na raka piersi (genetyczne predyspozycje) mogą otrzymać konkretną pomoc zażywając dodatkowe ilości selenu. Rozpatrując działanie minerału w aspekcie glutationu (naturalnie odtruwający organizm z substancji toksycznych enzym), którego efektywność uzależniona jest od selenu, naukowcy doszli do wniosku, że jego suplementacja może ponownie włączyć gen, odpowiedzialny za kontrolę przyrostu komórek nowotworowych (p – 53).

Analogiczne badania przeprowadzone w przeszłości dotyczyły zmian nowotworowych prostaty.

Dawkowanie – 400 mcg/dzień

 

Witamina D – Na temat zbawiennego dzialania witaminy D wiele informacji podałem w „grabarzu”. Setki badań fakt ten tylko potwierdza. Jej rola w prewencji i leczeniu nie tylko raka piersi oraz prostaty jest solidnie udokumentowana.

Dawkowanie – patrz artykuł:  „Również grypie można zpobiec”.

 

Nienasycone kwasy omega – 3

W związku z tym że niszczone są pod wpływem temperatury (już w 17 stopniach C) wykazujemy ich chroniczne braki. Podobnie jak witamina D, odgrywają pierwszorzędną rolę w „być albo nie być” chorób nowotoworowych.

Dawkowanie: 60 – 80 gr zmielonego siemienia lnianego/dzień  plus 1 łyżka stołowa tranu, powinny zaspokoić zapotrzebowanie organizmu na te życiodajne kwasy – substancje bez których, wiele fizjologicznych procesów nie może mieć miejsca.

Witamina E – w formie naturalnej, z zawartością wszystkich  tocoferoli ( alfa, beta, gamma, delta), potrafi o jedną trzecią obniżyć ryzyko zachorowania na raka prostaty, nawet wśród palaczy papierosów. (Proceedings of the National Academy of Sciences ;2002)

Dawkowanie: 400 – 500 IU/dzień

 

Niedoczynność tarczycy – nieleczona może doprowadzić do choroby nowotworowej.

Jednym z najbardziej precyzyjnych testów znanych w medycynie, który z ogromnym prawdopodobieństwem może stwierdzić niedoczynność gruczołu, jest pomiar temperatury ciała.

Rano, przed wstaniem z łóżka, wciąż leżąc w bezruchu, wkładamy termometr pod pachę, powtarzając czynność przez kolejne cztery dni. Jeśli temperatura ciała jest poniżej 36.2 stopnie C , istnieje wielkie prawdobodebieństwo niedoczynności. Nawet gdy laboratoryjny test TSH (Thyroid Stimulating Hormone) mówi inaczej. A jeśli do tego mamy takie objawy kliniczne jak:  ciągłe zmęczenie, bezsenność, trudności ze zgubieniem nadwagi (pomimo diety i gimnastyki), suchość skóry, obstrukcje, to możemy nawet być tego pewni.

Pomocnym tu może okazać się test na zawartość jodu, który również możemy dokonać sami. Procedura ta umożliwia, jeśli taka potrzeba, również uzupełnić potencjalny niedobór jodu.

Jodyną 2 lub 3 procentową smarujemy ciało (np. na brzuchu), pokrywając je plamą o średnicy ok 7 cm. Jeśli plama zniknie przed upływem ok. 36 godzin, możemy zakładać, że niedobór jodu ma miejsce. Im szybciej plama znika, tym zasoby jodu są mniejsze. Należy więc przez 7 dni czynność powtarzać, nie dłużej jednak jak dziesięć. Potem należy zrobić przerwę i po 10 dniach czynność można powtórzyć.

Należy pamiętać, że jod nie przyswaja się bez obecności witaminy A lub betakarotenu.

 

Dieta:

Żywność może być i jest najlepszym lekiem świata ! Pod jednym jednak warunkiem: musi być spożywana w jak najbliższej oryginału postaci. Bez nawozów sztucznych, bez pestycydów, bez przemysłowej manipulacji i kuchennej pomysłowości. Bez cukru i słodzików, kolorów, konserwantów, barwników. Bez mikrofalówek, wolna od plastyków i aluminiowych folii. Jednym słowem musi być organiczna. Wówczas to może dostarczyć organizmowi to, co potrzebuje, aby mógł przetrwać środowiskowe zatrucie.

Prawidłowe odżywianie to temat obszerny i skomplikowany. „Pij mleko unikniesz osteoporozy?” Bzdura. „Pij mleko będziesz miał osteoporozę”. Brzmi bardzo poprawnie. „Unikaj jajek bo cholesterol?” Nonsens. „Jedząc jajka możesz uniknąć miażdzycy”. Przekonuje.

Wiedzy z zakresu prawidłowego żywienia nie można zamykać ogólnikowością porad kącików zdrowia. Tam można jedynie odnaleźć opinie „dietetyków”. Tak myślę. Bo gdyby ich wiedza była rzetelna, bez korporacyjnych nacieków, to dziś praktycznie, wszyscy bylibyśmi zdrowi. Tak jednak nie jest.

Prawidłowe odżywianie to wiedza antropolgów, rolników, epidemiologów i innych przedstawicieli nauk przyrodniczo – medycznych, którzy ten najlepszy lek z leków, oferują ludziom nie w formie wspólnego mianownika dla wszystkich, a zawsze za uwzględnieniem biologicznej i metabolicznej inności każdego z nas. Wiedzą oni bowiem, że Eskimos umarłby po tygodniu, gdyby „dietetyk” zaproponował mu dietę mieszkańca Nowej Gwinei. Że umarłby być może po dwu tygodniach, gdyby „dietetyk” nakazał mu przejść na dietę śródziemnomorską. Może Eskimos poczułby się lepiej np. na diecie dr. J. Kwaśniewskiego, ale ta sama dieta mogłaby zabić mieszkańca Nowej Gwinei. Mogłaby, albowiem metaboliczne predyspozycje każdego z nich są inne. Ustalmy raz i na zawsze. Jeśli cykuta zabiła Sokratesa natychmiast, to zmanipulowana żywność też może, z tym że robi to wolniej. I tu, nie będąc dziś w stanie nic indywidualnego i mądrzejszego doradzić, radziłbym ponownie zaglądnąć do książki, w której podałem pryncypialne zasady zdrowego żywienia. Bo jeśli w tym zakresie mam coś zdrowego tutaj napisać, to muszę zrobić to zgodnie z zasadami jakie poznaję i konsultuję.  Tłumaczenie z „ichnego” na nasze, też nic tu nie przyspiesza.

Myślę jednak, że już w niedługim czasie uporam się z tematem, bo dzięki zdrowej i zdrowo spożywanej żywności, tyle co wiem, będziemy mogli zapobiec chorobom przewlekłym aż w ok. 80%. Pod jednym jednak warunkiem: musimy nauczyć się układać menu zgodnie do własnej predyspozycji metabolicznej.

Już wkrótce i tego się nauczymy !

Zmieniony (piątek, 07 maja 2010 14:00)