PROGRAM PRAWIDŁOWEGO ŻYWIENIA - Test metaboliczny - Jerzy Maslanky
CZĘŚĆ IV – TEST METABOLICZNY
Chrońmy zdrowie własne i swoich najbliższych!
Problemy z nadwagą, matowe i wypadające włosy? Sucha skóra lub trądzik? Niedoczynność tarczycy czy guzy w piersiach? Nadciśnienie albo migreny? Jaskra czy może degeneracja żółtej plamki oka? A może ciągłe infekcje lub trudno gojące się rany? Bolesna miesiączka lub obfite krwawienia? Torbiele, nadżerka czy osteoporoza? Bezpłodność lub poronienia? Bóle w kolanie lub biodrach czy może ciągłe zmęczenie? Problemy z żołądkiem lub jelitami albo chroniczne obstrukcje? Choroba nowotworowa, zawał lub wylew ? Alzheimer lub Parkinson? Stres i niechęć do życia? Astma, egzema, ADHD albo alergie? Cukrzyca lub może bezsenność? A może miażdżyca, niewydolność nerek lub otłuszczona wątroba? Candida czy może tym razem chlamydia? A może...? O ile wszystkich chorób nie wymieniłem, to bardzo przepraszam. Mógłbym oczywiście wymienić ich więcej:np. kolejnych pięćset. Tyle bowiem, my ludzie, doświadczamy ich w świecie, w którym mówi się o medycznym postępie....
„Co dla jednego jest pożywieniem dla drugiego jest trucizną”.
Kiedy światowej sławy badacz i naukowiec dr. W. Price zakończył analizę własnych badań przeprowadzonych na ludziach zamieszkujących różne regiony świata, zaobserwował bezpośrednią zależność pomiędzy codzienną dietą badanych, a stanem ich zdrowia.
Okazało się, że ich codzienna dieta, ogromnie skądinąd zróżnicowana, uzależniona była od:
- Geografii kraju zamieszkiwania
- Klimatu
- Osiągalności lokalnych produktów żywnościowych
Jednak najistotniejszym odkryciem dr. Price było zaobserwowanie istnienia chorób degeneracyjnych wśród tych ludzi, którzy z różnych powodów odeszli od spożywania żywności zgodnie z rytuałem ich przodków. Z kolei ci, którzy wciąż spożywali żywność specyficzną dla zamieszkiwanego przez nich regionu, tryskali wspaniałym zdrowiem.
Ostateczne konkluzje, jakie z owych badań wyciągnął dr. Price, stanowczo zaprzeczyły forsowanej przez dietetyków koncepcji, że uniwersalna dieta dla wszystkich, niezależnie jakiej natury (wegetariańska, oparta na grupie krwi*, śródziemnomorska, nisko lub wysoko tłuszczowa, etc. etc. ), nie była, nie jest i nigdy nie będzie w stanie zagwarantować zdrowia. Dzięki niej możemy np.zgubić pośladki, ale nie o pośladki tu przecież chodzi. Podobnie zdrowia nie zagwarantuje też dieta mieszkańców południa mieszkańcom północy. I to niezależnie co na ten temat mówią „eksperci” .
Dietą, którą z całą powagą można nazwać zdrową i dla nas, jest dieta oparta na własnym genetycznym zapisie, ukształtowanym pokoleniowo, zgodnie z wymaganiami i specyfiką danego kraju albo regionu ! **
Innymi słowy (pomijając tu rodzaj i stopień zmanipulowania spożywanej żywności oraz obowiązujących w dietetyce „No, no !” ), nie ma czegoś takiego, że taka lub inna dieta jest dla nas dobra lub zła. Co jest tutaj bardziej istotnym, to czy jest ona właściwa dla mojego i tylko mojego genetycznego zapisu, a tym samym, mojej a nie sąsiadki albo sąsiada, predyspozycji metabolicznej. Może przypomnę? Otóż mięso i tłuszcz, zgodnie z popularnym przekazem, mają być dla nas trucizną. Tak jak i jajka, które też nam niby poważnie szkodzą.... Pytam więc, co jest z Eskimosem, który żywi się głównie mięsem i tłuszczem, zjadając tej „trucizny” codziennie w ilości ok. 4 kg. Do tego nieźle chyba żyje, bo bez chorób i leków, bez lekarzy i aptekarzy, bez dietetycznych „ekspertów”. Mało tego. Język Eskimosa, jak dotychczas, nie zdążył wygenerować w swoim słownictwie takich pojęć jak rak czy zawał serca!
Przykład inny. Tym razem z Indii i dieta wegetariańska, która jak wiemy, oparta jest na węglowodanach. Otóż są tacy, którzy mimo że nie mają z tym narodem żadnych genetycznych powiązań, twierdzą że dieta ta jest dla nich wyborna. Tak min. uważał mój idol Niemen, tak twierdzą autorzy książki: „Boga sposób na zdrowie”. Są jednak też tacy, którzy mówią, że dieta węglowodanowa wykończyłaby ich już po paru tygodniach...
Inaczej w tej kwestii wypowiadają się sami Hindusi. Oni, jak się okazuje, nie rozpatrują własnej diety w kategoriach „dobra” lub „zła”. Dla nich ich lokalna lub narodowa dieta jest po prostu właściwa, bo pozwoliła im przeżyć w zdrowiu tysiące lat. Niestety. Dziś sytuacja zdrowotna Hindusów bezprzecznie jest gorsza. Dieta z Zachodu i nasi „eksperci” dotarli również do Indii... .
Weźmy przykład kolejny – cholesterol.
Dla jednych jest on trucizną dla drugich wyłącznie wskaźnikiem choroby lub zdrowia. Są też i tacy, którzy z niskiego poziomu cholesterolu są dumni. Współczuję im, albowiem tyle co wiem, jest to stan który może tylko przyspieszyć rozwój praktycznie każdej choroby, w tym również np. nowotworowej, (P. „Od lekarza do grabarza”) a przecież wiadomo, że dieta oparta na węglowodanach może podobnie do diety opartej na proteinach, podwyższyć poziom cholesterolu, o ile zignoroujemy fakt naszej własnej predyspozycji metabolicznej. To ona właśnie decyduje o tym, jakich i ile składników organizmowi potrzeba, z jakiej żywności je najlepiej przyswoi, jak powinno wyglądać nasze codzienne menu. Mitem więc jest zalecanie w celu kontroli poziomu cholesterolu nisko tłuszczowej diety osobom, których zapis metaboliczny nakazuje pozyskiwać niezbędne składniki odżywcze z białka zwierzęcego i tłuszczu. Dla nich tego typu „zdrowa” dieta może jedynie zburzyć prawidłowy metabolizm cholesterolu i przy okazji zainicjować „niezrozumiały” przyrost tkanki tłuszczowej. A że komórki tłuszczu także produkują estrogen, można sobie więc wyobrazić, gdzie leży jedna z podstawowych przyczyn hormonalnych problemów kobiet i mężczyzn... . Mitem też jest np. zalecać wszystkim po równo wapń na osteoporozę, bez uwzględnienia zasobów magnezu, potasu, fosoru lub sodu, których żadna lub znikoma ( dzięki dominacji wapniowej), bioosiągalność, ostatecznie wywoła osteoporozę. Podobną bzdurą jest też namawianie do picia soków cytrusowych lub suplementacji witaminą C ( w terapeutycznych dawkach), tych osób, u których występuje niedobór miedzi lub cynku. W zależności kim są one metabolicznie, takie dozowanie może nie tylko wywołać u nich inne reakcje po stronie odczynu ph (co ma znaczenie w leczeniu min. bakteryjnych infekcji) ale też wywołać chorobę nowotworową z powodu braku w organizmie miedzi.
Co więc za tym wszystkim się kryje?
A zatem zważywszy że choroby degeneracyjne stanowią ponad 80% wszystkich zgłaszanych dolegliwości (czyt. wizyt lekarskich), gdzie pozostałe to są infekcje i przypadki wymagające interwencji chiriugiczno – farmakologicznych, to czy nie jest logicznym skorzystać z dobrodziejstw profilaktyki, opartej o dietę zgodną z naszym metabolicznym zapisem? Czy 60% ludzi, które przed chorobami degeneracyjnymi może uchronić właściwa dobrana dieta to wciąż za mało? (p. Część II – dieta a metabolizm – Amerykańska Akademia Nauk). Okazuje się, że wiele nie trzeba. Wystarczy zaufać własnym a nie sąsiadki genom i mądrości naszych praojców. Mniej natomiast apetytom, zachciankom czy dietetycznym trendom. A namawiam do tego tylko dlatego, aby żywność mogła skutecznie nas chronić przed toksycznymi zagrożeniami środowiska.
Jak taką dietę ustalić? Żaden to problem. Wystarczy poświęcić (zainwestować brzmi dużo lepiej!) ok.godziny czasu i przeprowadzić dany nam przez naukowców Test Metaboliczny, po dokonaniu którego znać będziemy odpowiedź na pytania: kim jesteśmy metabolicznie, co nakazują nam spożywać geny praojców, co dla nas jest pożywieniem a co trucizną?
Znając odpowiedź, będziemy mogli o zdrowiu nie tylko mówić i sobie go życzyć, ale też bardziej niż kiedykolwiek w przeszłości, odsunąć od siebie niebezpieczeństwo stania się kolejną i nieświadomą ofiarą chorób przewlekłych
|
Dzięki Testowi Metabolicznemu będziemy również mogli sprawdzić na sobie wiarygodność mitów, fundowanych nam przez przemysł żywienia. Przy okazji poznamy też wiedzę, którą powinni poznać też ci, na których spoczywa odpowiedzialność za ustalanie programów żywienia dla dzieci, młodzieży i osób leczonych ambolatoryjnie, szpitalnie lub sanatoryjnie. Natomiast jeśli chodzi o zdrowotne korzyści, to zaobserwować będziemy je mogli już po kilku dniach od chwili wprowadzenia w życie diety metabolicznej. A jeśli dodatkowo przestrzegać będziemy żywieniowe „No, No” , to efekty mogą być jeszcze bardziej korzystne i odczuwalne praktycznie natychmiast. |
TEST METABOLICZNY
JUŻ WKRÓTCE DOSTĘPNY DLA WSZYSTKICH!
Otóż przekonanie do diety opartej o grupę krwi, nastąpiło po ukazaniu się książki P. D`Adamo pt.: „Eat Right 4 Your Type.” (Jedz zgodnie z twoją grupą), która ukazała się 15 lat temu.
Merytoryczną treść książki, autor uzasadnia argumentem, że cztery główne grupy krwi (A, AB, B, O) pojawiały się progresywnie wraz z wędrówką i przemieszczaniem się ludzi. Tezie tej zdecydowanie przeciwni są antropolodzy, ktorzy mają dowody na to, że wszystkie cztery grupy krwi istniały wcześniej, tj. od początku istnienia człowieka. Dodatkowym i przemawiającym przeciwko racjonalności rozumowania autora jest fakt istnienia wśród ludzi, aż ponad 400 innych grup krwi. Niby dotyczy to małej w porównaniu ilości ludzi, nie mniej, takie grupy krwi mają i żyją zdrowo. Okazuje się, że zawdzięczają to tej samej diecie, jaką przekazali im ich przodkowie. W związku z tym, należy uznać, że teoria przemawiająca za ustalaniem diety w oparciu o grupę krwi (w końcu nasi przodkowie nie mieli o nich pojęcia), nie ma naukowego uzasadnienia. Uzasadnieniem natomiast mogą się wykazać obserwacje dr. Price. Doskonałym tego przykładem może być autorka listu opublikowanego na mojej stronie, która twierdzi, że jest właścicielką grupy „A” i z tego powodu jest wegetarianką i świetnie się czuje. Otóż tak się składa, że ja też należę do tej samej grupy z tym, że zgodnie z moim metabolizmem, jestem „białkowcem” i podobnie do autorki listu (za który dziekuję), też czuję się świetnie. Przykład inny. Zgodnie z powyższą teorią , grupa „O” powinna być mięsożerna. W związku z tym, osobnicy z tą grupą krwi powinni wykazywać się zwiększoną ilością kwasu solnego w żołądku. Analogicznie, grupa „A” powinna mieć tego kwasu w porównaniu mniej, jako że są niby wegetarianami. Tak jednak nie jest, albowiem jednym z największych problemów współczesnego człowieka są niedobory kwasu solnego w żołądku. I to niezależnie jaką grupą krwi dysponuje.
(Rola kwasu solnego żołądka jest przeogromna, kiedy mowa o przyswajalności poszczególnych składników odżywczych. Jego poziom, wraz z wiekiem, co jest zjawiskiem naturalnym skądinąd, się obniża. Oznacza to zwrócenie szczególnej uwagi na to co spożywamy i w jakich ilościach. Zatem opijać się wodą przed i po posiłku po to, aby kwas solny rozcieńczyć? Nonsens i jedno z wielu przeciwskazań oraz przykładów „No, no !” prawdziwej dietetyki.
** Zdrowie zakodowane jest w nas genetycznie. W tym celu, każda komórka, każda tkanka i organ, całe nasze ciało, funkcjonują nie po to, aby chorować, ale spełnić nałożony na nie warunek: zapewnić życie. Tak było na początku, tak jest i dzisiaj. Przekonywanie zatem o wyższości diety np. wegetariańskiej nad dietą białkową, argumentując że jest zdrowsza, nie ma żadnego uzasadnienia, oprócz frazesów, że „nasi przodkowie byli wegetarianami”. Piast Kołodziej nie tylko by się z tego wyśmiał, ale i nawet obraził, że na jego terenach, bez jego zgody, ktoś uprawiał i sprzedawał poddanym zielony koperek zimą.... Fakt racjonalności diety metabolicznej oraz brak jakiejkolwiek biologicznej przewagi diety wegetariańskiej nad dietą białkową, potwierdził min. światowej sławy kardiochirurg z Ameryki, dr. M. De Bakey, analizując przyczyny stwardnienia tętnic u 1700 pacjentów. Wnioski dla zwolenników diety wegetariańskiej, mogą okazać się wielce zaskakujące... . (p. „Od lekarza do grabarza”)
Nie ulega wątpliwości, że czasami przechodząc z diety białkowej na wegetariańską chwilowo czujemy się lepiej (a jeśli trafimy w dziesiątkę, to w takim stanie będziemy trwać zawsze). Nic to nowego zważywszy, że ok. 80 % uzyskanej z pożywienia energii przeznaczone jest na trawienie i wydalanie. Pytanie moje zatem jest następujące:
Czy to nie przypadkowo organizm powinien decydować o tym, co jest mu potrzebne do życia i w jakich ilościach ?!
Zmieniony (czwartek, 10 czerwca 2010 18:49)
